Uciążliwa grawitacja. Ciągle czuję swój ciężar.
Towarzyszy mi częściej niż cień. Ciągnie głowę do gleby. Kropla. Wdech. Wydech.
Na ziemi jakaś tląca się zapałka. Pragnienie gruntu.
Jestem swym własnym ciężarem.
Moje marzenie o lekkości rozpoczęło się dawno temu.
Szukałam wszelkich dróg, chwytałam się wielu rozwiązań. Bezskutecznie. Ciężar
ciągle rósł, dwoił się i troił.
Kiedy urósł do maksymalnych rozmiarów pojawiły się
koszmary. Żyłam w zawieszeniu, między bezowocnymi dniami i nieprzespanymi
nocami.
Wszystko to wynikało z upragnionej potrzeby
lekkości.
Grawitacja robiła swoje. Zarysowała się na mojej
twarzy, pomarszczyła mi dłonie. Lekko przygarbiła.
Nawet patrząc w lustro widzę nie siebie, a jej
oblicze. Zamieniam się w ciężar i odchylam się ku ziemi.
Lekkością może już być tylko rozkład.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz