Zakaz kopiowania!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Czy bunkier łez będzie kiedyś pusty?

Słowem wstępu oznajmię Państwu-

Założenie tego bloga wyrasta z frustracji. Z bezradności.
Są w życiu takie chwile, które dotyczą każdego z nas. Wydaje nam się, że jesteśmy w epicentrum rozpaczy. Czy wówczas może być już tylko gorzej? A może jesteśmy na tyle silni, by wyzbyć się złych emocji i stawić czoła światu?

Zbyt dużo pytań, zbyt mało odpowiedzi. Doskonale zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nikt nie zainteresuje się wypocinami, które tu wypisuje. Niechaj ten blog posłuży mi jako osobisty pamiętnik, spowiednik, wypluwacz złej energii. 

Tytuł bloga nie jest przypadkowy. Sama siebie postrzegam jako wielki magazyn, w którym przechowuje jedynie melancholię. Urodziłam się z melancholią, przyzwyczaiłam się do niej, stała się ona mą słuchaczką i powierniczką, dzielnie kroczącą zawsze obok.

Depozytem spleenu jest moje ciało. 

Niezniszczone czasem, ciało dwudziestodwuletniej kobietki. Idealnej aktorki, która zamieniła swoje życie w teatr, po to by na co dzień przywdziewać maskę niepoprawnej optymistki.

Nie mam swojego miejsca na ziemi.


Ciągle szukam, jednak boję się. Otacza mnie strach przed nowymi miejscami, wielkimi miastami, ruchem, pędem życia.
Odnajduję się w Kazimierzu Dolnym. Od lat młodzieńczych chciałabym tam zamieszkać. Wieść życie upadłej artystki. Umrzeć z kieliszkiem wina w ręku.

Śmierć 

Noszę w sobie świadomość śmierci, śmierci nieuchronnej. To piętno najmocniej we mnie odciśnięte. Dławię się śmiercią i mam jej obsesję. 
Doskonale utożsamiam się z podmiotem lirycznym wiersza mej ukochanej, niestety zapomnianej przez większość, poetki-Zuzanny Ginczanki:



 Nieznam spełnienia swego, jak nie znam śmierci swojej. 

 jakich drzew sandałowych i pośród jakich aniołów, 

mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe, 

Żar-Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi? 

Pod niebem zoologicznym zwierzęcy zziajany park 

łączy gwiaździsty znak lwa z lwicą zażartą i żywą; 

miłosne gaje przebiegam. Ziemia do lotu się zrywa, 

niebo powoli opada. Zderzają się obok
Wśród
 mych warg. 

Czy tu mnie skrzydlo uderzy i oczy porazi blaskiem, 

gdzie róża wiatrów gorąca czerwiec napęczniał i kwitnie? 

Przebiegam czujna i patrzę: w trawie dziewczęce przepaski 

i celne łuki myśliwskie w innej zgubione gonitwie. 

Miły mnie dojrzał i wybrał i oto kroczy jak lew: 

"Okręt odpływa dziś w czułość, czeka z szumiącą banderą!" 

Daremnie. Wiem: nie pojadę. Nie tutaj jeszcze, nie teraz 

metalem roztopionym ptasi zachłyśnie mnie śpiew. 

Bo oto łopot przelotu. Trzepot i popłoch we snach. 

Mięciutki księżyc łaskocze zgubiony w przelocie puch. 

W oddali przeciągły bulgot. To tokowanie. I znów 

nie znam spełnienia swego, jak śmierci swojej nie znam. 

W bitwie mnie pogoń prowadzi z zielonych milosnych gajów, 

Żar-Ptak z piór rozżagwionych zatacza koła nad bitwą, 

wodzowie sprawdzają zbroje, sławę węszący zaszczytną, 

przykrywam przyłbicą twarz, pomna rycerskich zwyczajów, 

i ciężki wyciągam miecz - a okiem kołuję w górze. 

Pędzi spiżowy mój wódz i głosem wrogów roztrąca: 

"Okręt odpływa w zwycięstwo, czeka z banderą szumiącą!" 

Daremnie. Wiem: nie pojadę. Żar-Ptak zatonął mi w chmurze 

Zdejmuję sennie przyłbicę i idę wiadoma strat 

w pełni podziemnych wspomnień i snów wiejących od ścian 

ciche, zastygłe podziemia. Zmęczenie dławi mi krtań, 

a za mną smugą surową wiersze znaczą mój ład. 

W kamieniołomach smutku wyrzekam się ptaków i spełnień, 

dotykam kolumn bazaltu: - "Panie, - powtarzam śpiewnie, - 

wypróbuj mnie smutkiem, rozpaczą, dniem zatracenia i zguby, 

lecz szczęściem już nie doświadczaj, nie przetrwam bowiem próby." 

I nagle - łopot przelotu. W oddali głos mi się roi, 

w zielone soczyste gaje wbiegam znów, i znowu 

mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe, 

Żar-Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi. 

Lecz nie ma rzeczy zupełnych - i żadna dlatego rzecz 

nie wtrąci mnie w miłość doszczętną, zwątpienie doszczętne ni gniew, 

blask piór mnie nie porazi, nie zakołysze mną śpiew, 

i skrzydło mnie nie uderzy i nie odrzuci wstecz. 



Mimo mych odczuć życzę wszystkim, by Was los doświadczał szczęściem. Najgorszym, najohydniejszym-banalnym szczęściem.
Całuję,
A.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz