(Ciemna
sceneria. Po jednej stronie siedzi ubrana na biało kobieta. Po drugiej mężczyzna, w stroju zwyczajnym, dowolnym. Są odwróceni od siebie, nie widzą
swych twarzy.)
Bohaterka:
Z odległości rozpadam się na tysiące nieistnień. Cicho, cicho, nie mąć mych
snów ! Na twój rozkaz będę nawet psem Pawłowa, na twój znak stanę się
Sulamitką, Józefem K. albo zawsze dziewicą. Nie potrzebuje jednak szczytowań na
internetowych, różowych, psach. Tylko krzycz moje imię wieczorami !
Odległość łyka mą
krtań. Czy widziałeś kiedyś światło po drugiej stronie morza ? Za daleko, za
daleko.
Bohater:
Podpłynę niezauważony, schowam się w dźwięku twych krzyków. Możesz ochrzcić
mnie bezimiennym. Mam dość zużytych butelek po coli, by ci zaimponować. Tylko
wpuść ten szelest aluminium, tylko wsłuchaj się w jego chrzęst.
Bohaterka:
Pamiętam,
że dałam Ci różaniec. A mogłam zrobić sobie z niego kolczyki, albo korale.
Bezszelestne, nic nieznaczące paciorki. Ładnie się mieniły.
Bohater:
Tak,
jak aluminium, mam dla ciebie dużo puszek. Weź je ode mnie, są po coli.
Bohaterka:
Współczesnej
kobiety niezadowolisz colą. Chce piwa, puszek po piwie, wyznaję piwo i modlę
się do piwa. Nadużywam słów na k, za które tak mnie kochasz, choć nie są to
wyznania miłości. Potrzebuje katastrofy, kopulacji, konsumpcji, kurwić się
przez długie noce w zapchlonym barze i pić. Daj mi puszek po piwie.
Bohater:
Zamorska
otchłań bezalkoholowa nie zbliży mnie dziś do ciebie. Mam puszkę po coli,
czerwoną jak moje serce. Weźmiesz ten substytut?
Bohaterka:
Mam
dwadzieścia lat. Nie wierze w serduszka wycięte z metalu. Mam dwadzieścia lat i
wiem czym jest życie. Mam dwadzieścia lat i chcę rozbierać się przy tobie w
rytm mojej ulubionej piosenki. Żyję dla puszek po piwie. Jeśli ich nie masz,
nie kupisz mojego serca.
(wchodzi
Browarnik)
Browarnik:
Ciążą
mi już te puszki. Któraś chętna? Ty, mała łapiesz się na piwko?
Bohaterka:
Masz
wąsy, a na wąsach wczorajszy kapuśniak. Ale masz puszki, masz puszki po piwie.
Masz piwo. Idę.
(wychodzą,
bohater zostaje sam)
Bohater:
(nuci) Bezlitosna,
trwoga, pustka, masz spękane, suche usta… I włosy z wąsów w cipie, browarna
idiotko.
(do
siebie) Czy
wszystkich nas poróżnią puszki, ich pochodzenie i kolory ? Czemu jeszcze
wczoraj miałem pod paznokciami czyjś naskórek, a dziś zamiast niego łaskocze
mnie metal? Zachłyśnijcie się płynami, zachłyśnijcie się metalami. Na
składowiskach odpadków nie szukajcie swych części. Nieistnienia, tak jak
istnienia pożerają się nawzajem i zamieniają w wielkie wysypisko świata. Dobrze
wiedziałem, że razem z aluminium powiększam ten stos. Dziś spadłem z jego
czubka.
Pieprzcie się wszyscy.
Kurtyna!
Wybaczcie za minimalizm w didaskaliach.
Wybaczcie za minimalizm w didaskaliach.
Pozdrawiam,
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz